Jako, że na
wycieczkach świat się nie kończy, dziś parę słów o tym,
co fajnego można robić w samym Szanghaju. Opcji jest wiele i na
każdą kieszeń coś się znajdzie.
Opcja pierwsza
– Ladies nights! (cena: ok. 60RMB za taksę w dwie strony, dzielone
na ilość osób)
W wielu
tutejszych knajpach, w różne dni tygodnia można się załapać
na darmowe, nieograniczone drinki dla płci pięknej (wstęp też za
free). Pozwala to wiele zaoszczędzić, bo zwykle za piwo płaci się
50-60 RMB (rozbój w biały dzień!). Najlepsze imprezy i
najwięcej knajp jest w Koncesji Francuskiej, gdzie uderzają tłumy
obcokrajowców.
 |
| są drinki, jest radocha |
 |
| drink - bottle - try again |
|
Opcja druga –
KTV (cena: ok. 60RMB za godzinę 'darcia ryja', dzielone na ilość
ryjków)
Rozrywka ta
uwielbiana jest przez naród chiński, który potrafi od
wczesnych godzin porannych do późnych godzin nocnych wyć do
słońca i księżyca. KTV przypomina nasze karaoke, ale zamiast
publicznych występów (i niejednokrotnie upokorzeń ;)), czynu
dokonuje się w małych, zamkniętych i dźwiękoszczelnych pokojach,
w towarzystwie znajomych i tylko ich. W nowszych KTV wybór
piosenek jest całkiem spory i nie ogranicza się jedynie do
chińskich serenad. Pomimo nikłego profesjonalizmu wykonań, ta
wersja karaoke znajduje się na szczycie listy naszych
czasorozrywaczy. Nie pogardziłybyśmy polskim KTV od czasu do czasu
;)
 |
| welcome to KTV |
 |
| splendor |
 |
| pierwsze KTV w chińskim towarzystwie |
Opcja trzecia –
Dapuqiao vel Tianzifang (cena: wejście darmowe, reszta bardzo
zmienna w zależności od okoliczności, nawet od 30RMB za piwo)
Klimatyczny -
aczkolwiek bardzo mało chiński - zakątek miasta, z wąskimi
uliczkami, galeriami, małymi sklepikami i knajpkami, tętniący
życiem o każdej porze dnia. Wiele ciekawych miejscówek, w
których można zjeść, wypić i pogadać. Każdy z lokali
czymś się wyróżnia, w bardzo wielu można posiedzieć na
dachach lub tarasach. Podoba się nam tam! :)
 |
| w poszukiwaniu piwa... |
 |
| ... mission completed! |
 |
| miś na piwo prosi dziś! |
Opcja czwarta –
masaż (cena: od 50RMB za 2h w superpromocji)
Idealny sposób
na relaks po tygodniu ciężkiej pracy. Na każdym kroku można
spotkać 'salony' masażu; dla lokalsów wizyta w jednym z nich
zdaje się czymś bardzo zwyczajnym. Nie jest to bynajmniej rzecz
zarezerwowana dla zamożniejszych osób.
 |
| tam gdzie masują |
Opcja piąta –
oceanarium (cena: 160RMB za wejściówkę)
Chociaż na
bilet trzeba się wykosztować, to jednak warto. Trzy piętra pełne
różnorodnych, bardziej i mniej znanych wodnych dziwadeł
(płaszczek, ryb pił, meduz, pingwinów, szarków
albinosów i wieeelu, wielu innych) tworzą wspaniały,
podwodny świat, który odkrywa się z przyjemnością. Całość
jest sprytnie podzielona według kontynentów, a szczególną
atrakcją jest długi na 150m przeszklony tunel, w którym
można stanąć twarzą w twarz z niejednym rekinem i innym żółwiem.
Nas również zahipnotyzowały akwaria pełne psychodelicznych
meduz, ale nie było chyba zakątka gdzie nudziłybyśmy się choćby
przez chwilę. High recommendation :)
 |
| fish spa |
 |
| oko w oko z rybą |
 |
| smile :) |
 |
| akwarium nawet nad ruchomymi schodami |
 |
| foka w kole ratunkowym |
 |
| I cała sesja z meduzami... |
 |
| najbrzydsza ryba świata |
 |
| dłuuuuuuuuuugie tunelo - akwarium |
 |
| pozdrowienia z Egiptu ;) - sklepik z pamiątkami przy oceanarium |
Opcja szósta
– Shanghai Circus World (cena: od 120RMB za wejściówkę, my
szarpnęłyśmy się na bilet z lepszym widokiem za 200RMB)
'Era –
intersection of time' czyli przedstawienie, na którym byłyśmy,
to 1.5h niesamowitych akrobacji i pokazów kaskaderskich
totalnie zapierających dech w piersiach i przeczących prawom
fizyki. Całe show było dopracowane w każdym szczególe jeśli
chodzi o część wizualną, a muzyka na żywo potęgowała doznania.
Kolejny raz Chińczycy udowodnili nam, że mało w życiu jeszcze
widziałyśmy :)
Poniżej kilka zdjęć z pokazów, które niestety nie oddają towarzyszących im emocji .
A w Szanghaju
lato w pełni – stopniowo rozpuszczamy się w temperaturze
dochodzącej do 39 i nie spadającej poniżej 30 stopni. Powoli
żegnamy się z miastem i poszerzamy horyzonty, bo okazuje się, że
dalej się jeszcze da!
Paula, Anka i
Maja czyli
PAM
yeeeeeeeeeeees! polecam pierwsze 3 opcje jak najbradziej doświdczyłam na własnej skórze iii jak najbardziej CZAD :D oczywiście nieocenione towarzystwo dziewczyn! :)
OdpowiedzUsuń