niedziela, 28 kwietnia 2013

Smacznego!

Sezon na odwiedziny uważamy za oficjalnie rozpoczęty! Ostatnie 3 tygodnie upłynęły pod znakiem wizyty 2 szanownych koleżanek - Potera i Konia. Jako że dziś rano opuściły granicę Chin, oto zasiadłyśmy do pisania nowego posta. W dzisiejszym odcinku parę słów i dużo foteczek o tym, co w Chinach pokochałyśmy, czyli o kuchni. Wiadomo, że jest to temat rzeka i również my nie jesteśmy ekspertami w tej dziedzinie, ale każdego dnia eksperymentujemy i poznajemy nowe smaki.

Na początek zestaw śniadaniowy. W drodze do metra zgarniamy jeszcze ciepłego naleśnika prosto z blachy. W środku jajko, zieleninka, słony chiński wafel, smarowidło z czerwonej fasoli i opcjonalnie chilli (wersja dla Mai). + 10 do porannej energii, - 3,5 RMB z portfela. *

"Babcia" z naleśnikami - proces twórczy
Mija kilka godzin i ulice zapełniają się mobilnymi restauracjami. Jako że nie jest to do końca legalny biznes, często widzi się uciekających przed policją "restauratorów", a za nimi pechowych klientów, którzy swoje zamówienie muszą łapać w biegu. Większość potraw jest przygotowywana w woku w kilka minut. Jest to jedna z naszych ulubionych opcji obiadowych, nie dość że smaczna, to jeszcze bardzo tania. Przykładowo pełna miska ryżu lub makaronu z warzywami kosztuje jedyne 6 RMB. Jakby co, to polecamy jeszcze gotowane brokuły za 10 RMB.


Gotowanie na ulicy na nielegalu
Gotowanie na ulicy na legalu

Gdy zapada zmrok, kierujemy nasze żołądki w stronę Wielkiego Grilla. Na patyku ląduje wszystko! Od ryb, przez tofu, owoce morza, mięsiwa wszelkiego rodzaju (i świeżości), aż po nasze ulubione warzywa. Najlepsze z wszystkiego są kalafiory, grzybki, bakłażan, fasolka, a na zagrychę podpiekane bułeczki. Pychotka!

Alternatywą dla szaszłyków jest swojski pieróg. Dostępny w wersji wegetariańskej z bliżej niezidentyfikowaną zieleniną lub w wersji z mięsem. Cała tacka pierogów (ok.15 sztuk) to wydatek rzędu 5 RMB.

Uliczne grillowanie
1 RMB za patyka

Pierogowa babcia






Popularnym frykasem są dumplingi, czyli po naszemu klusko-pierogi. Najczęściej są one z mięsem (jak większość chińskich frykasów), robione w koszyczku na parze lub podsmażane. Kosztują zwykle parę juanów i zapychają na długo.

Dumplingi w wersji podsmażanej
Wytwórnia dumplingów na Starym Mieście
  
Co na lunch jadamy my?

Ma la tang czyli bulion z wkładką - tradycyjnie nieziemsko ostry;
z karty wybierasz składniki, które pałeczkami musisz wyłowić ze swojej michy.
Cena ok.10 RMB
Maja wciąga Ma la tang - mimo że zup nie lubi

Kolejne zupo-podobne danie, czyli hot pot. Jak sama nazwa wskazuje, do gotującej się wody wrzucasz co popadnie i czekasz aż zmięknie i będzie gotowe do przerzucenia na talerz. Dodatkową atrakcją są niebanalne sosy, typu masło orzechowe, sos rybny i tym podobne. W temat hot pota wtajemniczyli nas nasi chińscy koledzy z firmowego treningu.

Grupowo na Hot pocie
"co by tu wrzucić... ?"

Trochę z innej beczki - czyli nudle albo ryż z przeróżnymi dodatkami. Najłatwiej dogaduje nam się w muzułmańskich knajpkach gdzie w 99% przypadków menu jest w postaci rysunkowej. A do tego raczą nas rosołkiem na powitanie gratis :)

Makaron z pół surowym ziemniakiem (smakuje zdecydowanie lepiej niż brzmi!)
10 RMB
Makaron z wołowiną i warzywami
ok. 12 RMB



Ze względu na panującą w Szanghaju ptasią grypę, musiałyśmy się na jakiś czas pożegnać z naszą kulinarną miłością od pierwszego zasmakowania - Gong bao (kurczak z górą orzeszków).


Gong bao we miss you :(
ok. 10 RMB

Danie proste i bezpieczne - ryż z jajecznicą i pomidorem ;) Brzmi dziwnie ale smakuje wybornie.

Fàn + Jīdàn + Xīhóngshì
ok. 11 RMB

Jako że parę miesięcy tu siedzimy, to i mamy kilka ulubionych miejscówek, w których się od czasu do czasu delektujemy. Absolutnym hitem jest How Way Restaurant na 12. piętrze przy East Nanjing Road, czyli w samym centrum miasta. Ceny są umiarkowane, a jedzenie znakomite.

Najedzona Paula = szczęśliwa Paula
Kapusta bok choy z grzybami
Bułki z dziurką + pikantne mięsno - warzywne nadzienie
ryba idealnie trafiająca w nasze kubki smakowe
love love love


A na deser zdrowe, świeże, kolorowe owoce krajowe!


Dostępne oczywiście również w wersji na patyku

Rzeczy których nie jemy, ale Chińczycy za nas nadrabiają.


Parówki na patyku
Bambus m.in. na sok
Mięsny na ulicy
Na pożegnanie - znalezione podczas spaceru po hutongach

Wszystko pięknie, ale czasem zjadłoby się zwykły chleb z serem żółtym, grahamkę z serkiem wiejskim, albo pieroga ruskiego. Na to jeszcze trochę poczekamy!


Wy poczekacie pewnie trochę krócej na nowego posta :)


Smacznego!

PAM

* zaokrąglony przelicznik na nasze oczy to 1RMB = 0,5 zł

piątek, 22 marca 2013

5 zaskoczeń po 5 miesiącach

Po 5 miesiącach obserwacji nazbierało nam się już troszeczkę przemyśleń oraz zdjęć z życia codziennego. Oto tu poniżej prezentujemy część pierwszą, nie ostatnią!

1. PSIEBIERANKI - od naszego pierwszego dnia w Chinach czworonogi nie schodzą z tapety. Właściciele psów (głównie pudli) prześcigują się w wymyślaniu coraz bardziej fikuśnych strojów dla swoich pupili. Począwszy od niewinnych trampek bądź zwykłych kubraczków, a skończywszy na pikowanych kurteczkach z kapturem, spodenkach i zimowych butach. Poza tym zdarzyło nam się natknąć na czworonogi w kombinezonach superbohaterów, płaszczykach, dresikach, czy strojach regionalnych. Za każdym razem nie możemy się nadziwić pomysłowości uczestników tej modowej rywalizacji. Naszymi faworytami są osiedlowe białe pudle z uszami farbowanymi na jaskrawy pomarańczowy i dla odmiany zielonymi ogonami. Psy są dosłownie noszone na rękach i pełnią rolę zakazanego drugiego dziecka.



Pies: Very f***ing funny
Ania: Trza było się słuchać lekarza i zaszczepić na wściekliznę!


  




2. SZPECE Z CHODNIKA - na chodniku można znaleźć wszystko! Dobrą kolację (co zasługuje na oddzielny post), ciepłe skarpetki, elektrogadżety, biżuterię, porcelanę, artykuły papiernicze, odzież i obuwie prosto z fabryki, koce, owoce, no po prostu wszystko (jak w bielskim Klimczoku!). Wiele rzeczy można też załatwić - naprawić buty, dorobić klucze, zszyć dziurę w skarpetach, poznać przyszłość, naprawić motorynkę czy też obciąć włosy. Ulice tętniące życiem o każdej porze całkowicie nas zauroczyły i trwamy w tym zauroczeniu do dziś!


Szewc
Majster klepka
Biuro klucznika
Sprzątaczka parkowa
Pan Śmieciarka

3. CHINGLISH - zjawisko powszeche w całych Chinach. Bojkotowany wujek google translate jest tutaj chyba najbardziej obleganym tłumaczem. Krótkie wyjaśnienie, czym w ogóle jest chinglish - jest to termin określający pseudo angielskie wyrażenia wzięte z dosłownego tłumaczenia z chińskiego. Zasadniczo brak im poprawności, a nieraz nawet sensu. Im dalej od dużych miast, tym więcej okazji do śmiechu. W naszym Szanghaju, dzięki Expo i foreign English teachers ;) na szczęście/nieszczęście tych okazji coraz mniej.







4. RUCH ULICZNY, CZYLI RATUJ SIĘ KTO MOŻE! Codziennym naszym wyzwaniem jest przetrwać drogę do pracy. Każde, nawet najmniejsze skrzyżowanie stanowi zagrożenie dla naszego życia i zdrowia (też psychicznego). Światła światłami, przepisy przepisami, a prawda taka, że na ulicy ratuje cię tylko refleks i czasem bezpieczniej przechodzić na czerwonym niż na zielonym. Istna dżungla! Najbardziej popularnym środkiem transportu, zaraz po metrze wożącym codziennie miliardy sznaghajczyków, są skutery i wszelkiego rodzaju motorowery. Zdziwilibyście się co i w jakich ilościach można przewieźć na takim jednośladzie. Wszystko się porusza na dwóch kółkach - uliczne restauracje, sklepy, śmieciarki, firmy transportowe, ...

3,2,1, go!!!!!!
Michael Jackson ciągle żywy
Rodzinna wycieczka
Firma transportowa

Więcej nie upchasz?


5. DLACZEGO NIGDY NIE ZAKOCHAMY SIĘ W CHIŃCZYKU? Powodów jest cała masa, ale wystarczy wymienić kilka:
  •  głośne siorbanie, mlaskanie, bekanie i wypluwanie resztek na stół podczas jedzenia;
  •  plucie na ulicy, w metrze i innych publicznych przestrzeniach;
  •  smarkanie do kosza na śmieci;
  •  obcinanie paznokci gdziekolwiek się jest;
  •  zapuszczanie co najmniej jednego długiego paznokcia w ręce, który ma ułatwić przegrzebanie nosa, ucha i czego tam jeszcze się zachce.
Poza tym Chińczycy w większości są bardzo nieprzystojni.
Ale UWAGA, panowie! Niestety wszystkie te zachowania dotyczą również piękniejszej części chińskiego społeczeństwa.

(Tutaj zdjęć nie będzie!!!!)


Tym niezbyt przyjemnym akcentem kończymy część pierwszą. Części drugiej oczekujcie wkrótce!
To be continued ...

PAM

poniedziałek, 4 marca 2013

100 lat na 100. piętrze

Chiny Chinami, Szanghaj Szanghajem, a latka lecą! Najszybciej Mai (no cóż, w sumie nie jej wina że jest ze stycznia) ;) Plan był prosty, małe uprowadzenie i wywózka na 100. piętro SWFC. Shanghai World Financial Center to podobno najwyższy budynek w mieście. W dniu swoich urodzin można na niego wjechać za darmo, pozostali szczęściarze muszą zabulić 150 RMB (ok.75 zł), czytaj Ania i Paula ;) Wjazd na samą górę był niesamowity, nie tylko dlatego, że zatykało nam uszy od szybkiej zmiany ciśnienia, ale też ze względu na klimat niczym z "Seksmisji" - nieodstępująca obsługa w kosmicznych kombinezonach, migające światła w windzie i abstrakcyjnie oświetlone tunele z ruchomymi schodami. Na 100. piętrze urządziłyśmy sobie oszałamiający piknik urodzinowy z oszałamiającym widokiem na oszałamiający Szanghaj.

SWFC po lewej - tam idziemy!!
Perła Orientu  po lewej - tam nie idziemy!
^ ^
mini Szanghaj w maxi wieży
Starość to radość (z prezentów)
Rakieta!
Był i torcik ;)
... i po torciku!
Świeczki na torcie
 

 Majem słowem: "Nie miałam piękniejszego widoku w swoje urodziny (...) Pięknie jest mieć 26 lat!"

PAM