środa, 11 września 2013

Plażing w Jemeluk

Ostatnie 4 dni spędziłyśmy nadzwyczajnie (nie)normalnie - jak na nas i na wakacje - leniuchując na plażach w okolicy Amed, na wschodnim wybrzeżu Bali. Naszym wyborem była mała, położona u stóp wulkanu Agung wioska z niesamowitym kawałkiem rafy - Jemeluk. Za dnia pełna snorkelujących i nurkujących turystów, wieczorem wypełnia się dźwiękami reggae granej na żywo w okolicy.
        
zachód słońca z widokiem na wulkan

Miejscowi są bardzo ciekawi i towarzyscy. Dzięki ich otwartości udało nam się być gośćmi na najprawdziwszym balijskim weselu! Wdziałyśmy zakrywający nogi sarong, powinszowałyśmy młodym i bawiłyśmy się cały wieczór - śpiewając lokalne przyśpiewki, próbując trunków i smakołyków, podbijając parkiety z rzeszą wesołych kompanów. Na brak dobrej zabawy nie narzekałyśmy ani jednego wieczoru. :-)

młoda para w tradycyjnych strojach

dyskusje z lokalsami przy araku

Krótkie dni stawały się jeszcze krótsze, gdy wskakiwało się do morza - zaledwie kilka metrów od plaży zaczynał się kolorowy/koralowy szał: rybki, ukwiały, rozgwiazdy i Bóg wie co jeszcze - we wszystkich możliwych barwach, kształtach, rozmiarach. Ciężko było oderwać oczy! A gdy się już udało - i zdało sprawę, jak wiele słonej wody połknęło mimochodem - na plaży czekały bajecznie tanie soki ze świeżych owoców (8-10 000 Rp, czyli ok. 3 zł) i Balijki oferujące relaksujące masaże.

czas na snorkeling!



w pogoni za rybami!




pełen relaks :)
lokalny przysmak - satay/sate
świeża rybka, świeży sok - samo zdrowie!

Takie właśnie  - najbardziej sielankowe i wakacyjne z możliwych - obrazki zostaną mi w głowie po tych ostatnich dniach dla mnie - są to też ostatnie dni w Azji i ostatnie dni naszej w trójkę przygody. Unikając zbędnej ckliwości powiem tylko, że wyjazd przerósł wszystkie moje oczekiwania - nawet te, o których nie wiedziałam, że je mam! Jeśli kiedykolwiek staniecie przed dylematem "jechać czy nie" - nie zastanawiajcie się dwa razy! Oczywiście, jeśli macie odpowiednie towarzystwo. :-)


Ja kończę swoje podróżowanie ze słodko-kwaśnym przekonaniem, że "dalej się dało" - dziewczyny ruszają jeszcze dalej i dalej w Indonezję.

i ruszyły...

Do zobaczenia :-)
Maja

piątek, 6 września 2013

Trochę natury, trochę kultury

Po przeprawie przez serpentyny i lasy tropikalne, dotarłyśmy do Bedugul wewnątrz wyspy. Już po drodze zachwycałyśmy się kolorowymi krajobrazami i architekturą, a to dopiero był początek! Bedugul to nieduże miasteczko, położone na wysokości ok.1300 m.n.p.m. (co dało się odczuć w dużo niższej temperaturze), w którego okolicach jest wiele miejsc wartych zobaczenia. Najlepszym sposobem na poruszanie się po pagórkowatym terenie jest wypożyczenie skuterów ( 60 000 Rp czyli ok. 20 zł za dzień) - i tak też zrobiłyśmy. Chwilę nam zajęło przystosowanie się do lewostronnego ruchu, ale potem już tylko wiatr we włosach i w pełni napawałyśmy się niesamowitymi egzotycznymi widokami i towarzystwem małp. Kolejny raz poczułyśmy się jak w raju!

Tiga, dua, satu, GO!

Na skuterach/na nogach pognałyśmy zobaczyć jedną z najbardziej znanych balijskich świątyń - Pura Ulun Danu  Bratan. Jest to świątynia wyznawców hinduizmu balijskiego, położona w okolicach jeziora Bratan. Z racji lokalnych uroczystości była ona pełna wyznawców, którzy przybyli do niej czcić bóstwa wody. 


ukłon w stronę jeziora
w trakcie ceremonii
koszyczek ofiarny
Ofiara na tacy i pod tacą


rodzinnie na procesji
faceci w bieli


Z Bedugul pojechałyśmy również do Munduk. Mijając pola truskawek i mandarynkowe sady oraz widowiskowe trzy jeziora, dojeżdża się do wodospadu. Ma on 45m wysokości i ogromną siłę, a w jego okolicy roztacza się goździkowy aromat. Środkowa część Bali znana jest z uprawy roślin przyprawowych. 

jezioro Buyan w tle
na lewo Buyan, na prawo Tamblingan

gałka muszkatołowa, kakao, goździki, cynamon, anyż, imbir,
trawa cytrynowa, kawa luwak - znajdź na obrazku!
dostępna wersja z podpisami

W drugą stronę od Bedugul, po ok.25 km dotarłyśmy do Jatiluwih, malowniczej wioski otoczonej tarasami ryżowymi. Widziałyśmy już chińską wersję uprawy ryżu, ale krajobraz przełamany bananowcami i palmami kokosowymi sprawił na nas większe wrażenie. 










Słyszałyśmy że Balijczycy są jednymi z bardziej życzliwych ludzi - to prawda! Prawie wszyscy, nawet dzieci mówią dobrze po angielsku, dzięki czemu można swobodnie porozmawiać z napotkanymi ludźmi. Chętnie zagadują, uśmiechają się, służą pomocą i informacjami. 



Po kilku dniach w środku wyspy, spragnione morskich fal i leniuchowania, pojechałyśmy sprawdzić wschodnie wybrzeże. 

Pozdrawiamy z brzegu Morza Balijskiego!
PAM

wtorek, 3 września 2013

Selamat datang di Bali!

Wierzcie lub nie, jesteśmy na Bali! :-) Już od pierwszych chwil na wyspie dało się odczuć dosłownie inny klimat. Egzotyczna roślinność, palmy kokosowe, bananowce, przyjemny gorąc za dnia i ciepłe wieczory, wiecznie uśmiechnięci ludzie, psotne małpy i przystojni surferzy – jesteśmy w raju!


coconut prosto z drzewa sprzed pokoju
pierwsze kulinarne doświadczenia w Indonezji - Nasi Campur
przydomowa stacja benzynowa - litr ok. 2zł 
Zatrzymałyśmy się w Padang Padang – niewielkiej miejscowości na samym południu Bali, znanej z pięknych plaż i idealnych warunków do surfowania. Odwiedzając te i pobliskie plaże (Bingin i Uluwatu) w końcu wygrzałyśmy się na równikowym słońcu, popływałyśmy w turkusowych wodach Oceanu Indyjskiego a nawet poobijałyśmy kolana o skaliste dno.

rajska plaża z  głazami wulkanicznymi





Poza pięknymi plażami na południu wyspy warto również zobaczyć świątynię Pura Luhur Uluwatu. Jest ona najbardziej wysuniętym na południe miejscem na Bali i jest poświęcona bogom morza. Sama świątynia nie jest dostępna do zwiedzania dla turystów, ale jej otoczenie jest wystarczającym powodem do odwiedzin. 

widok na świątynię na klifie

Podczas spaceru po klifach towarzystwa dotrzymują zadziorne małpy. Nie można dać się zwieść ich urokowi, bo łatwo można stracić zawartość plecaka.

rodzina makaków



Po dużej dawce słońca i morskiej soli przeniosłyśmy się wgłąb wyspy. Mamy nadzieję, że i tym razem przygód nie zabraknie!

PAM