niedziela, 18 sierpnia 2013

Lugu Lake - 3 dni w świecie kobiet

Są takie miejsca, z których wyjeżdża się trudno. Kangding niewątpliwie do takich należy. Na szczęście w perspektywie miałyśmy miejsce równie obiecujące - Lugu Lake. Po 10h i 228km ekstremalnej drogi znalazłyśmy się u celu. Wysokogórskie jezioro Lugu położone jest na pograniczu prowincji Syczuan i Yunnan. Nie tylko walory estetyczne, ale także zamieszkujące jego okolice plemię Mosuo sprawiają, że Lugu Lake jest tak wyjątkowe.




Ludność Mosuo jest jednym z ostatnich społeczeństw matriarchalnych na świecie. Instytucja małżeństwa działa tam na innych zasadach niż w naszej kulturze. W doborze partnerów ludzie kierują się uczuciami, ale nie obowiązuje przy tym zasada wyłączności. W praktyce wygląda to tak, że mężczyźni mogą się zakradać nocami do domów kobiet, z którymi coś ich łączy i bez większych konsekwencji wracać rano do swojego domu. Jest to powszechnie akceptowane i praktykowane. Jednak przede wszystkim to kobiety rządzą i odpowiadają za utrzymanie swojej rodziny i dzieci, które zostają w domu matki.





Na początek zwiedziłyśmy syczuańską stronę jeziora. Czas upłynął nam na spacerach i błogim lenistwie, a urozmaiciły go spotkania z życzliwymi ludźmi. Jak się później okazało, ta część jeziora jest dużo mniej zatłoczona i skomercjalizowana.

Niskobudżetowy nocleg z koniem, kozą i kurami

syczuański relaks

Nie byłybyśmy sobą, gdybyśmy nie sprawdziły co po drugiej stronie. Wybór padł na małe miasteczko Lige - choć nieco turystyczne, to jednak urocze. Wieczory spędzałyśmy w klimatycznych lokalach, z których ciężko było nam wychodzić dzięki ludziom, którzy pokazali nam czym jest chińska gościnność. W przeciągu zaledwie dwóch dni poznałyśmy dużą część lokalnej społeczności i poczułyśmy się tam bardzo swojsko. Taki urok małych miejscowości!


 


Chcąc zwiedzić okolicę, pojechałyśmy do Luoshui - kolejnej wioski nad jeziorem oddalonej o 10 km od Lige. Tam wraz z rzeszą Chińczyków wskoczyłyśmy na łódkę, by zobaczyć jezioro z perspektywy wyspy Liwubu (za 50 juanów od łebka). Była to jak na godzinną wyprawę dość droga rozrywka, ale wrażenia były warte ceny. Żeby mieć na kolację (i trochę dla funu), wybrałyśmy alternatywną drogę powrotu. Najpierw przeszłyśmy spory kawałek brzegiem jeziora, a pierwszy pływak ChRL (Maja) zaliczył kąpiel w wodach Lugu Lake. A potem nie czekając zbyt długo, złapałyśmy stopa. Do Lige, ku uciesze naszej i Chińczyków, dojechałyśmy na pace podziwiając nieziemskie kolory jeziora.

jak to u Mosuo - kobieta za sterami

Widoki z wyspy Liwubu


przystanek w drodze do Lige
  
uff, będzie kolacja!


Z niebieskiego Lugu pokierowałyśmy się w stronę Lijiang, gdzie wrażeń i emocji też nie zabrakło. Ale o tym w następnym odcinku.
PAM

2 komentarze: