Żeby zakosztować trochę więcej klimatu tybetańskiego wyjechałyśmy z
miasta do małej wioski ukrytej w górach. Po 2 godzinach jazdy
znalazłyśmy się na wysokości 3725 m.n.p.m a naszym oczom ukazała się wioska niczym z Dzikiego Zachodu – Tagong.
![]() |
| To jednak nie Dziki Zachód - to Tagong |
Jednym
z pierwszych miejsc które odwiedziłyśmy była świątynia
buddystyczna. Żeby wejść do środka trzeba było ściągnąć buty,
z czym spotkałyśmy się po raz pierwszy. Dla mieszkańców Tagongu
ta świątynia stanowi tętniący obiekt kultu i jest najważniejszym
miejscem we wsi. Świątynię
otacza szereg modlitewnych młynków, w środku których znajdują się fragmenty mantry. Obracając te młynki jeden za drugim, ludzie
modlą się tymi tekstami.
![]() |
| Widok na świątynię o poranku |
![]() |
| Świątynia od środka |
![]() |
| Młynki modlitewne dookoła świątyni |

Bardzo
charakterystycznym elementem tybetańskiej kultury są wszechobecne
chorągiewki w 5 kolorach, z których każdy ma swoje znaczenie.
Buddyści wierzą, że wypisując na nich dobre przesłania
przyciągną szczęście, zdrowie i dobrobyt, odstraszą złe duchy a
także wyrażą wdzięczność za dobro, które ich spotkało. Zarówno
te chorągiewki, jak i kamienie z wypisanymi fragmentami mantry
sprawiają, że tutejszy krajobraz jest piękny i unikalny.
Klimat
i krajobraz tego miejsca tworzą także a może przede wszystkim
ludzie. Ubrani w tradycyjne stroje wykonując swoje codzienne
obowiązki z różańcami i młynkami w reku, zdają się bardzo
przyziemni i zarazem uduchowieni. Mieszkańcy Tagongu tylko
utwierdzili nas w przekonaniu, że Tybetańczycy są bardzo życzliwi
i otwarci. Co poniektórzy wzbraniali się jednak przed zdjęciami,
wierząc, że zostawiają w nich kawałek swojej duszy. Dzieki
nowopoznanym towarzyszom podróży, którzy swobodnie posługiwali się chińskim, mogłyśmy spoufalić się nieco z napotkanymi ludźmi i
przy okazji uwiecznić ich na fotografiach.
![]() |
| Młynek i różaniec zawsze pod ręką |
![]() |
| a tymczasem na ławeczce w centrum wioski ... |
![]() |
| mamy szczeście do spotykania niesamowitych ludzi! |
Kolejny
raz dobrze trafiłyśmy z noclegiem spedzajac noc w jednym z
tradycyjnych tybetańskich domów. Za jedyne 20 RMB zakosztowałyśmy
gościnności tutejszej rodziny i mogłyśmy podziwiac niesamowite i
dopracowane w każdym szczególe wnetrza.
![]() |
| kolorowych snów |
Nie
marnując czasu, następnego dnia po powrocie z Tagongu pojechałyśmy
w okolice Yajiageng.
Zapierające
dech w piersiach krajobrazy, które tam zobaczyłyśmy tylko nas
utwierdziły w tym, że warto było zostać dłużej niż
planowałyśmy. Spacer do położonego wśród gór jeziora
urozmaiciły nam swoim towarzystwem jaki, które do tej pory
spotykałyśmy głównie na talerzu (Pizza z mięsem jaka, jak burger,
mleko i masło z jaka).
Po
tygodniu podróżowania ilość wrażen wydaje się nie do ogarnięcia!
Następny przystanek- Lugu Lake.
PAM































wpsaniaeeeeleeee!!!! super się macie! :D mega czad :) i thx za pozdrowienia :D i wiecej i wiecej splendoru!!
OdpowiedzUsuń