poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Wysoko, wyżej, Tagong

Żeby zakosztować trochę więcej klimatu tybetańskiego wyjechałyśmy z miasta do małej wioski ukrytej w górach. Po 2 godzinach jazdy znalazłyśmy się na wysokości 3725 m.n.p.m a naszym oczom ukazała się wioska niczym z Dzikiego Zachodu – Tagong. 



To jednak nie Dziki Zachód - to Tagong

Jednym z pierwszych miejsc które odwiedziłyśmy była świątynia buddystyczna. Żeby wejść do środka trzeba było ściągnąć buty, z czym spotkałyśmy się po raz pierwszy. Dla mieszkańców Tagongu ta świątynia stanowi tętniący obiekt kultu i jest najważniejszym miejscem we wsi. Świątynię otacza szereg modlitewnych młynków, w środku których znajdują się fragmenty mantry. Obracając te młynki jeden za drugim, ludzie modlą się tymi tekstami. 

Widok na świątynię o poranku
Świątynia od środka
Młynki modlitewne dookoła świątyni



Bardzo charakterystycznym elementem tybetańskiej kultury są wszechobecne chorągiewki w 5 kolorach, z których każdy ma swoje znaczenie. Buddyści wierzą, że wypisując na nich dobre przesłania przyciągną szczęście, zdrowie i dobrobyt, odstraszą złe duchy a także wyrażą wdzięczność za dobro, które ich spotkało. Zarówno te chorągiewki, jak i kamienie z wypisanymi fragmentami mantry sprawiają, że tutejszy krajobraz jest piękny i unikalny.








Klimat i krajobraz tego miejsca tworzą także a może przede wszystkim ludzie. Ubrani w tradycyjne stroje wykonując swoje codzienne obowiązki z różańcami i młynkami w reku, zdają się bardzo przyziemni i zarazem uduchowieni. Mieszkańcy Tagongu tylko utwierdzili nas w przekonaniu, że Tybetańczycy są bardzo życzliwi i otwarci. Co poniektórzy wzbraniali się jednak przed zdjęciami, wierząc, że zostawiają w nich kawałek swojej duszy. Dzieki nowopoznanym towarzyszom podróży, którzy swobodnie posługiwali się chińskim, mogłyśmy spoufalić się nieco z napotkanymi ludźmi i przy okazji uwiecznić ich na fotografiach.



Młynek i różaniec zawsze pod ręką

a tymczasem na ławeczce w centrum wioski ...


mamy szczeście do spotykania niesamowitych ludzi!

Kolejny raz dobrze trafiłyśmy z noclegiem spedzajac noc w jednym z tradycyjnych tybetańskich domów. Za jedyne 20 RMB zakosztowałyśmy gościnności tutejszej rodziny i mogłyśmy podziwiac niesamowite i dopracowane w każdym szczególe wnetrza.

kolorowych snów

Nie marnując czasu, następnego dnia po powrocie z Tagongu pojechałyśmy w okolice Yajiageng.
Zapierające dech w piersiach krajobrazy, które tam zobaczyłyśmy tylko nas utwierdziły w tym, że warto było zostać dłużej niż planowałyśmy. Spacer do położonego wśród gór jeziora urozmaiciły nam swoim towarzystwem jaki, które do tej pory spotykałyśmy głównie na talerzu (Pizza z mięsem jaka, jak burger, mleko i masło z jaka).











Jaki, jaki, wszędzie jaki!


Splendorskie widoki na świat
(Pozdro dla Potera i Konia!)

Po tygodniu podróżowania ilość wrażen wydaje się nie do ogarnięcia!
Następny przystanek- Lugu Lake.
PAM

1 komentarz:

  1. wpsaniaeeeeleeee!!!! super się macie! :D mega czad :) i thx za pozdrowienia :D i wiecej i wiecej splendoru!!

    OdpowiedzUsuń