poniedziałek, 16 września 2013

Jeszcze dalej w Indonezję - Lombok

Skład podróżniczy nam się zmniejszył i trochę osłabił (Maja wracaj!), mimo to zachwycone Indonezją i żądne dalszych przygód ruszyłyśmy odkrywać następną wyspę – Lombok. Jest ona trochę mniejsza od Bali i zdecydowanie mniej turystyczna, na co czasem narzekają lokalsi utrzymujący się z pieniędzy przyjezdnych.

"Sarong/bracelet for you? Local price my friend!"

Znalazłyśmy najtańszą opcję i z Bali (Padang Bai) na Lombok (Lembar) przeprawiłyśmy się ogromnym promem za 50 000 Rp (ok. 17 zł.). Cała podróż zajęła 5 h, a podczas jej trwania dla "otuchy" można było obejrzeć emitowany na pokładzie film "Titanic". ;-)

Na początek postawiłyśmy na odkrywanie południowego wybrzeża wyspy słynącego z nieziemskich plaż. Jako bazę wypadową wybrałyśmy Kutę (nie mylić z Kutą na Bali!), teoretycznie najbardziej rozwiniętą miejscowość w okolicy, jednak już trochę wymarłą ze względu na powoli kończący się sezon. Sama Kuta nie jest szczególnie urokliwa, ale wystarczy wsiąść na skuter, odjechać kilka kilometrów i widoki zwalają z nóg!

zatoka w Kucie
Na zachód od Kuty odkryłyśmy dwie plaże z lazurową wodą i białym piaskiem – Mawun i Selongblanak. Na plaży w zatoce Mawun oddawałyśmy się czystemu lenistwu i nic nie zakłócało naszego spokoju. :-)




W drodze z Mawun do Kuty wstąpiłyśmy do małej restauracji Ashtari znajdującej się na wzgórzu, z którego roztacza się niesamowity widok na zatokę w Kucie. Tam popijając najlepsze czekoladowo-kokosowe koktajle, doszłyśmy do wniosku, że tak to można żyć!


Południowy Lombok jest również znany z dobrych warunków do surfowania, zatem nie trzeba było nas długo namawiać do wskoczenia na deskę i spróbowania swoich sił w tym sporcie. Nasz instruktor na miejsce walki wybrał fale w Selongblanak. Lekko nie było, wypiłyśmy pół słonego oceanu, fale nas sponiewierały, ale udało nam się stanąć na desce (i to nie raz!). Po całym dniu niezbyt równej walki wróciłyśmy poobijane, spalone słońcem i przeszczęśliwe. :-)


Taaaaaaaaakie fale będą!!




Drogą na wschód od Kuty, pełną dziur i momentami bez asfaltu, dojechałyśmy do kolejnej oszałamiającej plaży – Tanjung Aan. Obrazki niczym z katalogów biur podróży, hipnotyzujące kolory, bambusowe leżaki i parasole, tylko garstka lokalnych dzieci i my – ciężko było uwierzyć, że to wszystko się dzieje naprawdę. Dla nas plaże na południu Lomboku są najpiękniejszymi jakie dotąd widziałyśmy i zachwyciły nas zdecydowanie bardziej niż te balijskie. Umarłyśmy ze szczęścia!






Ostatnim miejscem, które zobaczyłyśmy na południu Lomboku była mała, rybacka miejscowość – Gerupuk. Nie spędziłyśmy w niej zbyt dużo czasu, ale mimo to kolejny raz miałyśmy okazję doświadczyć uprzejmości i gościnności mieszkańców.





zbiorowe gotowanie


Wieczory w Kucie spędzane przy ognisku na plaży i towarzyszące im rozmowy z ludźmi z różnych zakątków świata, którzy dzielili się z nami swoimi historiami, tylko utwierdzają nas w przekonaniu, że podróżować jest wspaniale!

PA! (Paula&Ania)

P.S. Przed nami spotkanie z wulkanem Rinjani – strach się bać!

5 komentarzy:

  1. Maja czytająca to = banan na buzi + łezka w oku!!! juz Was widzę na tych deskach, hah :D masakra! myślcie nad synonimem umierania ze szczęścia, bo coś czuję, że jeszcze nie raz będzie ten zwrot potrzebny... ;) :*

    OdpowiedzUsuń
  2. czytając mam ochotę rzucić wszystko i do Was dojechać! także nie znacie dnia ani godziny :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ja tezzzzzzzzzzzzzzzz! chce rzucac wszystko i do Was dojechac! ehhhhhhhhhhhhhh! u nas leje 600.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przyjeżdżajcie! Czekamy! u nas ani kropli deszczu, pięknie jest! :)

    OdpowiedzUsuń