piątek, 23 sierpnia 2013

Z Lijiang tropem tygrysa

Do Lijiang pojechałyśmy po części, żeby zobaczyć miasto samo w sobie, ale głównie dlatego że jest ono dobrą bazą wypadową. Ostrzeżone przez będących tu przed nami wiedziałyśmy, że w mieście nie ma czego szukać po 9 rano. Miasto zalewa się falą chińskich turystów, pomiędzy którymi trudno się przecisnąć, a co dopiero czerpać radość ze zwiedzania. Za sprawą otaczających gór Lijiang przypomina Zakopane, a zatłoczone uliczki są niczym Krupówki. Jednak w świetle wschodzącego słońca Stare Miasto nabiera nowego uroku, a puste i nieco wymarłe uliczki są idealnym miejscem na poranny spacer.






Po krótkim odpoczynku w Lijiang nadszedł czas na długo wyczekiwaną wędrówkę do Wąwozu Skaczącego Tygrysa. Jest to jeden z największych wąwozów na świecie, dnem którego płynie rozszalała rzeka Jangcy.


Spragnione wrażeń i adrenaliny ruszyłyśmy do Qiaotou z samego rana i nawet burza z piorunami nas nie zniechęciła. Ponieważ brak poręczy, schodów i innych udogodnień skutecznie odstrasza chińskich turystów, szlaki są prawie puste. W dodatku tuż po wejściu na szlak zaczęła sprzyjać nam pogoda i dzięki temu mogłyśmy w pełni napawać się pięknem natury. 



spacer w chmurach

Droga wiodąca na szczyt znana jest z bardzo stromego odcinka zwanego "28 zakrętami". Tuż przed pierwszym zakrętem można się zaopatrzyć w zioła na wzmocnienie – nam nie były one potrzebne ;)



Droga rzeczywiście nie była łatwa, ale pokonanie jej poszło nam sprawnie i niespodziewanie szybko stanęłyśmy na 2670 m. n.p.m.
Pod wieczór zmęczone prawie całodniowym wędrowaniem dotarłyśmy do Half Way Guest House, w którym spędziłyśmy noc. Nocleg kosztował nas zaledwie 45 RMB, a widok z łóżka był nieziemski!

zasłużony odpoczynek
widok z łóżka
Drugiego dnia ruszyłyśmy w dół w kierunku legendarnego Kamienia Skaczącego Tygrysa i w dalszym ciągu towarzyszyły nam piękne widoki - po jednej stronie ośnieżone szczyty Jade Dragon Snow Mt, a po drugiej kolorowe skały i wodospady.





Do samego kamienia prowadzą 3 drogi – wszystkie są strome i momentami niebezpieczne. My sprawdziłyśmy 2 z nich. Za zejście musiałyśmy zapłacić 10 RMB, by po około godzinie naszym oczom ukazał się słynny kamień i rwąca rzeka Jangcy – niesamowity żywioł! Wpatrywałyśmy się jak zahipnotyzowane.





To jednak nie był koniec przygód, bo na drogę powrotna wybrałyśmy trasę z 30 metrowa drabina zawieszona pionowo na skale. Czułyśmy adrenalinę, trochę strachu ale i dumę, że się odważyłyśmy!

sky ladder - z dołu nie wyglądała tak strasznie!
lepiej nie odwracać się za siebie!!!

Zmęczone ale szczęśliwe wróciłyśmy do Lijiang. Podczas dwudniowej wędrówki byłyśmy tak oszołomione pięknem tego miejsca, ze parę razy łezka wzruszenia zakręciła się w oku. Trzeba to zobaczyć na własne oczy!

Wkrótce następny post z (od)Dali!
PAM

1 komentarz: